logo RB

Pieniacze i cykliści

mocniak | 2013-03-21 | 0 komentarzy

białystok

kominiarka.jpg

Furorę robi hasło zroweryzowania Polski. Miasta, jedno po drugim, zatrudniają oficerów rowerowych, a także prowadzą politykę rowerową. We Wrocławiu radni postanowili, że do 2020 r. 15 proc. podróży w mieście będzie się odbywało rowerem.

Wprawdzie ścieżek rowerowych nie przybywa tak, jak by się chciało, ale przecież rowerzysta jest pełnoprawnym uczestnikiem ruchu drogowego.

- Jadąc do pracy, wyprzedziłam rowerzystę. Facet w średnim wieku z kucykiem. Jechał środkiem prawego pasa i robił ósemki, żeby utrudnić mi manewry. Przed nim nikogo, za mną sznur trąbiących kierowców. Rowerzysta rozmyślnie tamował ruch - opowiada pani Krysia, pracownica Urzędu Marszałkowskiego w Białymstoku.

Na dobre utknęła w korku. Nagle coś zadudniło w maskę samochodu. Obejrzała się gwałtownie, bo jej renówa niedawno opuściła salon. Sprawcą hałasu był rowerzysta, którego przed chwilą wyprzedziła. Walił pięścią w karoserię. Potem podniósł palec w górę. - Fakju! - pokazywał i wrzeszczał, że w tunelu musiał jechać za blisko ściany.

Po jakimś czasie dostała wezwanie na policję. W dniu, tu data, uczestniczyła w kolizji drogowej.

- Jest pani oskarżona o celowe zajechanie drogi rowerzyście, który z trudem uniknął zderzenia z pani samochodem - usłyszała.

- Nie przyznaję się. - Przedstawiła swoją wersję zdarzeń.

- To źle, sprawę będzie badać sąd i tylko kosztów sobie pani narobi ? burknął policjant, ale Krysia postawiła na swoim, bo jechała ze znajomym, miała więc świadka. Od wielu miesięcy siedzi na ławie obwinionych.

Mecenas Bartosz Wojda z Białegostoku reprezentuje pana Krzysztofa.

- Rowerzysta z kucykiem twierdzi, że mój klient nie ustąpił mu pierwszeństwa przejazdu i sąd dał mu wiarę, choć jest świadek zapewniający, że wykroczenie nie miało miejsca - opowiada.

Ustalamy, że oskarżycielem Krzysztofa jest oskarżyciel Krysi.

Krzysztof został skazany przez sąd rejonowy, odwołał się więc do sądu okręgowego, który kilka dni temu na 15 stronach uzasadnił, że ma prawo wierzyć, komu chce, a wierzy rowerzyście. Swoim zachowaniem kierujący chryslerem Krzysztof wyraził lekceważenie dla praw rowerzystów jako równoprawnych uczestników dróg.

Z lektury wyroku dowiaduję się, że wcześniej ten sam rowerzysta oskarżył około 10 innych kierowców, że zrobili mu kuku na drodze.

Wspólnie z Krysią namierzamy 6 paskudników. - Zapłaciłem mandat, bo czas to pieniądz, zresztą nie wierzę w sądy - mówi Piotr, nauczyciel.

Kiedyś rowerzysta rzucił mi na maskę ciężki metalowy łańcuch i uciekł. Nic nie mogłem zrobić, był korek. Pół karoserii miałem do wymiany! Od tego czasu wolę zmienić trasę, niż przejechać obok rowerzysty. Niemożliwe, żebym któremuś zajechał drogę i tego nie zauważył - wkurwia się Jan, przedsiębiorca.

Rowerzysta z kucykiem nie jest jedynym spoiwem łączącym ukaranych kierowców. Oprócz poszkodowanego powtarza się nazwisko przyjmującego zgłoszenia policjanta. Ostatnie sprawy prowadzi aspirant Grzegorz Kulesza. To pewniaki świetnie robiące statystyce wykrywalności, bo facet z kucykiem zamontował na rowerku kamery, ostatnie wykroczenia ma więc udokumentowane. Mniejsza, co jest na nagraniach; ważniejsze, że do tej pory nie trafił się koleś, który po komunikacie jest to na filmie ociągał się z zapłaceniem mandatu.

- To było straszne wydarzenie, cudem uniknąłem śmierci - opowiadał facet z kucykiem na rozprawie Krysi. Monologował, że trauma nie opuści go przez długi czas, zaś odpowiedzialność obywatelska i obywatelska odwaga każą mu chronić przed Krysią innych rowerzystów.

Czy ktoś, kto przeżył traumę, unika zakorkowanych dróg w godzinach szczytu, czy z rozmysłem pakuje się w identyczne sytuacje? Czy zamontowanie na rowerze kamer nie świadczy o tym, że cyklista z kucykiem z wyrachowaniem poluje na kierowców?

- Sąd robiłby to samo, co poszkodowany. Też pilnowałby bezpieczeństwa rowerzystów, gdyby miał czas - oświadczyła sędzia prowadząca sprawę Krysi.

Średnia szybkość samochodu w Krakowie to 13 km/h. Roweru - 16/h. W innych miastach jest podobnie. Szybkość jest pierwotnym doświadczeniem rozkoszy u mężczyzn, zatem posiadacz maybacha, chce czy nie chce, zazdrości rowerzyście. Z drugiej strony cywilizacja europejska hołduje zasadzie, że większy jest ważniejszy. Bywa, że rowerzysta zazdrości temu z maybacha. Tak psychologia uzasadnia niechęć między użytkownikami dróg. Ta niechęć ostatnio narasta z bardziej banalnych powodów niż przedstawione wyżej.

Choć nauka nie rozstrzyga, jaki środek transportu lepiej robi na samopoczucie, w naszym kraju nie jest to problem producentów rowerów, ale przede wszystkim samorządów i państwa. Obowiązuje wiara, że Polacy blokujący rowerami zatłoczone drogi będą bardziej mobilni i zdrowsi. Zmniejszą korki, spaliny i hałas. A nawet, jak wywiedziono w "Rzeczpospolitej" z 18 marca 2011 r., dzięki rowerom zostanie ograniczona przestrzeń przeznaczona na transport. Czyli - cytuję - w miejsce dróg i parkingów posadzimy zieleń, na której posadowimy zewnętrzne kafejki.

Źródło: "Nie", nr 34/2012

białystok

Komentarze

Dodaj komentarz